Być albo nie być? A może zrobić albo nie zrobić?

O znaczeniu semantyki w opisywaniu siebie

Na treningu asertywności zdziwiła mnie niedawno mądrość jednej ze studentek, która opowiedziała, jak mocno frustrowały i frustrują ją komentarze rodziców, dziadków pt. „Jaka jesteś zdolna i wybitna”. Dla dziewczyny natomiast ważniejsze było nie to, jaka jest, a to ile pracy wkłada w każdą czynność, jak bardzo się stara.

Bardzo często mamy tendencję do określania siebie i innych na skali jestem-nie jestem – jestem liderką,  jestem wrażliwy, nie jestem wysportowana, nie jestem biegaczem. Wynika to z wielu różnych względów, m.in. kulturowych i językowych (np. ucząc małe dzieci języka polskiego przede wszystkim skupiamy się na rzeczownikach, czasowników uczymy w drugiej kolejności). Takie sformułowania zakładają jednak pewną kategoryczność, czarno-białe widzenie świata. Czemu nie możemy określać się za pomocą umiejętności i zachowań? Czy nie byłoby to prostsze, mniej wymagające? Potrafię opiekować się swoim dzieckiem, umiem zarządzać ludźmi, umiem rozwiązywać zagadki, wzruszam się na filmach….Nie szufladkowałoby nas, nie odbierało  prawa do zachowania się inaczej niż zazwyczaj. „Jesteś zdolna”, niejako mówi, że nie mogę popełniać błędów – w końcu osoby zdolne nie popełniają błędów.  Czy więc jeśli popełniam błędy to znaczy, że nie jestem zdolna? Jak poradzić sobie z takim zachwianiem tożsamości?

Declaration on the fenceW środowisku pracy sporo mówi się o tym, jak udzielać informacji zwrotnej. Jednym z jej kluczowych elementów jest trzymanie się zachowań i konkretów – w końcu co wolisz usłyszeć: że jesteś nieinteligentny/a czy, że np. nie uzgodniłeś/aś terminów  z innymi albo nie sprawdziłeś/aś jakie jest ryzyko tego działania? Czasami zapomina się, że ta sama zasada obowiązuje dla zachowań pozytywnych – komunikat „jesteś super!” niesie za sobą mniej informacji niż „To i to wykonałeś/aś super, bo sprawdziłaś, przetestowałaś, porozmawiałaś…”. Skąd mam wiedzieć, jakie zachowania powielać, jeśli nie dostałam konkretnej informacji?

Oczywiście, czasami „bycie” jest nam potrzebne, jest dookreśleniem naszej tożsamości – jestem kobietą i jestem Polką. Tutaj kategorie są dość jasne (chociaż i one komplikują się we współczesnym świecie). Czy jednak jestem Warszawianką, skoro nie wychowałam się w Warszawie i przyjechałam tu na studia, ale mieszkam od x lat i czuję się jak Warszawianka?  „Bycie” jest uproszczeniem rzeczywistości, co w bardzo wielu momentach nam pomaga. Często jednak blokuje. Psychologia coraz mocniej oddala się od kategorycznych określeń, udowadniając, że nawet cechy osobowości i temperamentalne  się zmieniają, że człowiek się uczy i modyfikuje swoje zachowanie. Nieadekwatnym wydaje się  więc powiedzieć, że coś „jest takie, nie inne”, bo rzeczywistość się zmienia.

Wiele osób stwierdzi, że jest to czepianie się pojedynczych słów, które nie mają znaczenia.  A to przecież język tworzy naszą rzeczywistość, niesie informacje, emocje, wyznaczniki tożsamości. On pomaga budować relacje, bo w końcu jest podstawowym narzędziem komunikacji. Każde słowo ma znaczenie – to, w jaki sposób określam siebie i innych, to w jaki sposób myślę. Pozostaje więc pytanie –  jak Ty siebie opisujesz, a jak chcesz się opisywać?

Alicja Gniewek